Polska "elita" polityczna, zarówno rządowa, jak i opozycyjna, nie miała i nie ma żadnych wątpliwości co do amerykańskich racji i awansowała do roli prymusa w akcjach represyjnych, skierowanych przeciw Rosji i w obszczekiwaniu Putina. Doczeka się więc może Sikorski pochwał od jakiejś dziennikarki z "Washington Post" i z tego powinni być Polacy dumni - napiszą w "Wyborczej".

Ta właśnie GW doniosła wczoraj: "Rubel na rekordowo niskim poziomie, a Rosja już w stagnacji", z czego też powinniśmy się cieszyć i przede wszystkim nie troskać się niepotrzebnie o przyszłość.

 

Der Gasstreit zwischen der Ukraine und Russland könnte sich auf die Gas-Lieferungen nach Europa auswirken

 

Czy może być na przykład tak, że będziemy marznąć zimą? - Chyba nie, bo nic o tym w mediach nie mówią i nie piszą.

Tymczasem w niemieckim portalu welt.de czytamy: "Europa chce teraz wiedzieć, czy Rosja dostarczy gaz", link:  //www.welt.de/politik/ausland/article132634162/Europa-will-jetzt-wissen-ob-Russland-liefern-wird.html  - "Europejczycy muszą w razie konieczności przygotować się na zimną porę roku bez rosyjskiej energii. Komisarz UE Günther Oettinger liczy się z najgorszym: Co będzie, jeśli Rosja nie zechce przesyłać gazu?" Albo Ukraina nie sprawdzi się jako kraj tranzytowy? Przez Ukrainę płynie ponad połowa rosyjskiego gazu do Europy.

Wczoraj przedstawiciele Rosji i Ukrainy wynegocjowali w Berlinie przy współudziale komisarza UE Oettingera "pakiet zimowy", który musi być jeszcze zaakceptowany przez rządy obu państw. Projekt porozumienia przewiduje, że Kijów zapłaci stronie rosyjskiej 3,1 mld dolarów za dostarczony wcześniej gaz.  Po zapłaceniu 2 mld dolarów Ukraina otrzyma znowu błękitne paliwo. Więc wszystko wraca - powiedzmy - do normy: Ukraina płaci, a Rosja dostarcza towar.

Niezależnie od działań Unii premier Viktor Orban załatwił Węgrom zwiększone ilości rosyjskiego gazu i wstrzymał rewersowe dostawy na Ukrainę. Bo też lepiej na zimne dmuchać i liczyć przede wszystkim na siebie, o czym powinni wiedzieć polscy politycy.