W artykule "Droga do prawdy o zbrodni smoleńskiej", zamieszczonym w portalu niezalezna.pl,przedstawia Antoni Macierewicz aktualny stan badań i śledztwa, związanych z wydarzeniami 09 - 10 kwietnia 2010 roku. Pisze przewodniczący ZP:

"Nie ma już wątpliwości, że to gen. Władimir Benediktow z centrum Logika wydawał rozkazy, sprowadzające samolot na śmierć... (samolot na śmierć?! - przypis ZB). Ekspertyza firmy ATM, zrobiona na podstawie odczytu polskiego rejestratora lotu 17 kwietnia 2010r. wykazała, że samolot musiał lecieć kilkadziesiąt metrów nad ziemią przy bliższej radiolatarni, co wyklucza uderzenie w brzozę i złamanie na niej skrzydła".

W sumie więc "prokuratura jest w pełni świadoma, że tezy zawarte w rosyjskim raporcie gen. Anodiny i jej polskich popularyzatorów są warte funta kłaków".

 

//niezalezna.pl/uploads/still2014/60287803061412945540.jpg

 

Z tym ostatnim stwierdzeniem zgadzamy się bez zastrzeżeń. Inaczej wygląda sprawa, gdy zastanowimy się bliżej nad wartością tez ZP, zapisanych tu w skrócie przez A. Macierewicza.

Otóz wyniki ekspertów Zespołu Parlamentarnego nie opierają się na oryginalnych zapisach czarnych skrzynek, tylko na kopiach oraz kopiach kopii. Można było na ich podstawie stworzyć odpowiednią narrację, w której było miejsce i na trotyl, i na wybuchy. Narrację, w której zresztą są elementarne braki i sprzeczności.

Zespół Parlamentarny, kierowany przez posła PiS Antoniego Macierewicza, miał ponad cztery lata czasu na to, by przedstawić prawdę o tym, co stało się 09 - 10 kwietnia 2010 roku. Nie uczynił tego: nie chciał lub nie mógł. Zespół przesłuchał tylko kilku świadków, a potem oddał badania ekspertom, którzy tworzyli dane, wynikające z tychże kopii rejestratorów.

Zrzucanie winy na Rosję i na Tuska jest jednym z elementów gry, która zaprowadziła śledztwo w ślepy zaułek. ZP nie przesłuchał członków rodziny ofiar i nie udowodnił, że Tu-154M 101 z delegacją na pokładzie wystartował z warszawskiego Okęcia. A jeśli samolot nie odleciał, to nie mógł znaleźć się nad Siewiernym.

Co nam zostało po Smoleńsku? - Na to pytanie musi sobie każdy indywidualnie odpowiedzieć. I te odpowiedzi - w zależności od naszej wiedzy o wydarzeniach 09 - 10 kwietnia 2010r. i o niebywałym śledztwie - będą różne i często przeciwstawne sobie.

Wczoraj na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej mówił Jarosław Kaczyński: "Uczyniliśmy wielki krok. Jeszcze nie tak dawno w tzw. sferze oficjalnej nikt nie odważył się nawet wspomnieć o pomniku ofiar, a tym bardziej o pomniku Lecha Kaczyńskiego. Teraz już się o tym mówi".

I wygląda na to, że jest to ostateczny wynik wieloletnich badań i śledztwa w sprawie "katastrofy smoleńskiej".