Co najmniej 40 osób zginęło w wyniku podwójnego zamachu w okolicach lotniska w Kabulu.

120 rannych zostało przewiezionych do kilku szpitali w stolicy. Pierwsza eksplozja nastąpiła przy jednym z wejść na lotnisko, drugi wybuch miał miejsce około 300 metrów dalej, pod hotelem Baron, użytkowanym przez brytyjskie służby. Sprawcą jednego z zamachów był terrorysta-samobójca, drugi dokonano poprzez wybuch samochodu.

Zginęło czterech amerykańskich żołnierzy, a także afgańskie kobiety i dzieci. Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid potępił zamachy, dodając przy tym, że doszło do nich w strefie, gdzie USA odpowiadały za bezpieczeństwo.

Wczorajszy zamach był poprzedzony wieloma ostrzeżeniami, by ludzie nie gromadzili się przed bramami lotniska. Sprawcami zamachów byli prawdopodobnie terroryści Państwa Islamskiego. Mimo zamachów ewakuacja trwa nadal.

Przedstawiciel talibów Abdul Kahar Balchi powiedział: "Obieranie za cel niewinnych cywilów jest aktem terroryzmu, który cały świat powinien potępić. [...] Gdy wyjadą zagraniczne wojska, nie będziemy już mieć takich ataków".


ZB