Dzisiaj żyje na wsi, zgodnie z rytmem przyrody; wstaje ze słońcem i kładzie się spać o dziesiątej wieczorem - opowiada w wywiadzie udzielonym tygodnikowi "Uważam Rze". - Nie wykonuje swego zawodu, bo "dzisiaj, niestety, zamordyzm jest doskonały - twierdzi satyryk. - A jeszcze rządzą ludzie mało lotni i wielu żartów nie rozumieją". Rządzący "przestali się bawić w aluzje, naciski, po prostu przynieśli siekierę i wszystkich, którzy ich nie wychwalali, którzy gęgali inaczej, wycięli, wyrzucili".

Mówi satyryk o sobie, że słabo funkcjonuje w obiegu celebryckim, nie chce i nie lubi. Ale obejrzy film Wajdy o Lechu Wałęsie, nie spodziewając się jednak niczego dobrego. Wiemy już przecież, iż w scenariuszu pominięte będą najważniejsze dokumenty, więc film zrobią, jak trzeba. "Plakatem filmu powinno być zdjęcie Wałęsy, Mazowieckiego i Tuska z Putinem w Smoleńsku".

W mediach następuje domykanie systemu. Tworzy się "obieg zamknięty, gdzie krążą tylko swoi i przewidywalni". Jeszcze trochę i "pozostanie chyba tylko wynosić się z Ubekistanu, gdzie oficerowie służb układają nam program telewizyjny i kształtują nasze gusta, nie mówiąc o rządzeniu krajem i wyprzedawaniem, czego się da". Jednak "wszystko ma jakiś kres - uważa rozmówca. - Ludzie zawsze kiedyś dochodzą do granicy, za którą nie mogą już funkcjonować. Ale gdzie jest ten moment? Nie wiem".

Czy mógł być zamach w Smoleńsku? - pytają przeprowadzający wywiad bracia Karnowscy? - Pytanie stawiam odwrotnie - odpowiada Janusz Rewiński. - Czy to mógł nie być zamach? To przecież typowa bolszewicka robota. Tak bezczelna, że niewyobrażalna. Zresztą miałem przeświadczenie, że nie powinien prezydent tam lecieć, że oni mogą coś uknuć. (...) Ruskie łapy. A właściwie KGB, sami Rosjanie wiedzą, że to możliwe".