"Zadłużenie Japonii osiąga niewyobrażalną wielkość" - to tytuł artykułu, link:   http://www.welt.de/finanzen/article118869119/Japans-Verschuldung-erreicht-unfassbare-Dimension.html  - zamieszczonego w portalu welt.de. Pisze dziennikarz:

"Jeden biliard jenów to 7,8 bilionów euro. Żaden kraj na świecie nie jest zadłużony w takim stopniu jak Japonia. I nikt już nie spodziewa się, że ten kraj wyjdzie kiedykolwiek z biliardowej pułapki.

Ministerstwo finansów będzie musiało wkrótce zatrudnić astronomów. Biliard to jedynka z piętnastoma zerami. W końcu czerwca br. zadłużenie wyniosło dokładnie 1.008.628.100.000.000 jenów.  Dług Japonii równy jest 240% PKB, co oznacza, że obywatele skonsumowali produkty, które dopiero wytworzą w najbliższych dwóch latach i pięciu miesiącach. Tak więc Grecja ze swym zadłużeniem 176% PKB wygląda całkiem solidnie".

"Nie ciesz się dziadku z czyjegoś wypadku" - mówi przysłowie. Ale może po kolei:

Zaglądam do niemieckiej Wikipedii i wynotowuję najbardziej zadłużone państwa na koniec 2011 roku. Przeliczam amerykańskie dolary i brytyjskie funty na euro i wygląda to wtedy tak:

1.  USA                 = 11,5 bln euro,

2.  Niemcy            =  2,5 bln euro,

3.  W. Brytania      =  2,3 bln euro,

4.  Francja            =  1,8 bln euro,

5.  Włochy             =  1,4 bln euro.

W sumie kraje Unii Europejskiej są zadłużone na 11,8 bln euro, czyli nieco więcej niż Stany Zjednoczone. Polska ze swym długiem 0,3 bln (ściślej: 320 mld) euro wygląda całkiem przyzwoicie, co zawdzięczamy nie tylko opóźnieniu w wejściu w "interes globalny", ale i zapewne księgowym sztuczkom Rostowskiego.

Tak więc wszystkie prawie państwa są zadłużone. Nasuwa się tu pytanie: kto jest w takim razie wierzycielem? - Na pewno nie Maroko ani też Syria. Nie są wierzycielami samorządy ani firmy, ani obywatele - oni też są dłużnikami. A więc gdzie są nasi wierzyciele? Gdzie są ci, którzy zaprojektowali świat, znajdujący się ciągle na skraju przepaści?