Po Brytyjczykach, Rosjanach, Amerykanach i zachodniej wspólnocie państw czas na Chiny.

Gigant z Dalekiego Wschodu chce podobno dalej zwiększać swoje geopolityczne znaczenie i rozważa zajęcie pozostawionych przez Zachód baz wojskowych w talibskim Afganistanie. Konkretnie rzecz ujmując, wstępnie planuje się przejęcie byłej amerykańskiej bazy lotniczej w Bagram przez jednostki Armii Ludowej. Oficjalnie Pekin wciąż temu zaprzecza, ale wtajemniczeni i eksperci wojskowi są przekonani, że wkrótce do tego dojdzie.


Tym krokiem Chiny, bezpośredni sąsiad Afganistanu, jeszcze bardziej rozbudowałyby przyjazne stosunki, które już nawiązały z talibami. Po wstępnej współpracy, umowach handlowych i pomocy finansowej nastąpiłby również wymiar wojskowy i polityka zbrojeniowa. Byłby to pierwszy przypadek od XIX wieku, kiedy jakieś państwo szerzy swe wpływy w Afganistanie za zgodą rządu, które kontroluje cały kraj i nie jest zwalczane. Nie udało się to nawet wojskom ISAF od 2005 roku. Wraz z Afgańczykami, których szkoliły, musiały one przez cały czas walczyć z islamskimi rebeliantami i talibami.

Dla USA ekspansja Chin na Bliskim Wschodzie i tym samym otwarcie nowych stref wpływów na półkuli bliskowschodniej i islamskiej byłoby dla USA geopolityczną kompromitacją pierwszego rzędu. Bo nawet jeśli Pekin początkowo wysłałby na lotnisko Bagram tylko personel wojskowy i urzędników zajmujących się rozwojem gospodarczym - jak donosi 'US News' - to Stany byłyby wielkimi przegranymi. Bagram jest symbolem ich nieudanego zaangażowania w rozbitym przez nich państwie. Jeżeli Chińczycy wkrótce tam przyjdą, przy okazji uzyskując za pośrednictwem talibów dostęp do zaawansowanej technologicznie broni i nowoczesnego uzbrojenia pozostawionego przez USA, upokorzenie dla administracji Bidena będzie nie do oszacowania.

Dla Chińczyków wypełnienie próżni powstałej w wyniku chaotycznego wycofywania się Zachodu może być tak ważne, że poświęcą nawet swoje bardziej islamofobiczne przekonania dla dobrych stosunków z reżimem talibów. Jak dobrze wiadomo, prowadzą one do prześladowań i internowania milionów muzułmańskich Ujgurów w ich własnym kraju.

Rzecznik chińskiego MSZ odrzucił we wtorek jako 'dezinformację' plany rychłego przejęcia wojskowej bazy lotniczej około godziny drogi od Kabulu, wskazując na doktrynę, zgodnie z którą Chiny nie planują operacji wojskowych poza swoimi granicami. Nie można jednak wykluczyć, że rozmieszczenie personelu wojskowego i cywilnego może nastąpić w późniejszym terminie - powiedzmy za dwa lata, kiedy talibowie zapewnią sobie władzę.
 

Opracował: Zygmunt Białas